»Myśl ks. Bosko

Kto chce owocnie pracować, musi mieć miłość w sercu i cierpliwość w czynach.

Cuda ks. Bosko

ROZMN0ŻENIE KASZTANÓW
W niedzielę po Wszystkich świętych w 184f roku odbywało się w Oratorium ćwiczenie "Dobrej śmierci", czyli spowiedź i Komunia św. wszystkich młodych internistów i eksternistów. Wieczorem ks. Bosko poprowadził ich na zwiedzanie cmentarza obiecując obdarować ich po powrocie smacznymi jadalnymi kasztanami. Matka Małgorzata kupiła ich trzy worki, ale myśląc, że pół worka wystarczy, aby chłopcom sprawić przyjemność, ograniczyła się do ugotowania tej ilości. Gdy chłopcy wrócili i ustawili się jak żołnierze w szeregu, Jan Bosko zabrał się do podziału, napełniając każdemu jego beret.
- Co robisz? - zawołała wówczas matka. - Nie marny przecież tyle kasztanów!
- Ależ tak! - odparł ks. Bosko. - Mamy ich przecież trzy worki
- Ale tamte nie są ugotowane!
- Ach, gotowane, czy nie, dzielimy dalej jak zaczęliśmy.
l rzeczywiście, rozdawał dalej po pełnym berecie. Kosz tymczasem opróżniał się. Było w nim już tylko parę garści, a chłopców jeszcze wielu. Po okrzykach radości nastała pełna niepewności cisza. Każdy bał się, by dla niego nie zabrakło. Ale ks. Bosko nie zdradzał najmniejsze obawy, wręcz przeciwnie, mówił:
- Nie bójcie się! Najlepsze są na spodzie!
I zakasawszy rękawy, zagłębiał dalej ręce w kosz i napełniał berety. A choć wiele wydobywał, ilość nie zmniejszała się, tak że wszyscy zostali obdarowani, kiedy zaś zaniesiono kosz do kuchni, została w nim porcja dla ks. Bosko i dla jego matki Tego wieczoru na dziedzińcu Oratorium i na przyległych ulicach rozlegał się jeden okrzyk:
- Ks. Bosko rozmnożył kasztany!
Na pamiętkę tego wydarzenia we wszystkich domach ks. Bosko wieczorem w dniu Wszystkich świętych rozdziela się gorące kasztany.

ROZMNOŻENIE KOMUNIKANTÓW
Kiedyś, w dniu Narodzenia Najśw. Panny w roku 1847, około 650 chłopców przystąpiło do spowiedzi i miało przyjąć Komunię św. Ks. Bosko rozpoczął Mszę św. w nadziei, że w tabernakulum znajdują się komunikanty. Puszka była jednak prawie pusta, a zakrystian zapomniał postawić na ołtarzu drugiej do konsekracji.
Gdy nadeszła chwila Komunii św., ks. Bosko spostrzegł zapomnienie zakrystiana. Cóż było robić? Podniósł oczy do nieba, westchnął głęboko, a potem zaczął rozdawać Komunię ?w. i dawał wszystkim, jak gdyby nic się nie stało, a komunikanty rozmnażały się w jego rękach, tak że mógł wszystkim udzielić Ciała Pańskiego, nie łamiąc ani jednej Hostii. Zapytany przez chłopców, jak tego dokonał, odpowiedział spokojnie:
- No cóż? Czy na skutek niedopatrzeń zakrystiana miał być poszkodowany Jezus, który tak bardzo pragnął przyjść do waszych serc?

PIGUŁKI Z CHLEBA
W roku 1844 w Montafia d'Asti zapadł na uporczywą gorączkę niejaki pan Turco i żadne zabiegi lekarskie nie mogły mu przywrócić do zdrowia. Rodzina jego zwróciła się do ks. Bosko, który doradził choremu, aby odbył spowiedź i przyjął Komunię świętą, a potem wręczył mu pudełeczko pigułek polecając zażywać je każdego dnia w określonej ilości. Jednocześnie zachęcił go, by odmawiać przy tym trzy razy "Witaj Królowo" do Matki Bożej.
Po zażyciu kilku pigułek chory, który rzeczywiście się wyspowiadał i przyjął Komunię św., wyzdrowiał zupełnie.
Wszyscy byli zdumieni. Miejscowy aptekarz dokonał analizy tych cudownych pigułek i nie znalazł w nich nic prócz chleba. Powtórnej analizy dokonał u drugiego farmaceuty i wtedy obydwaj zawyrokowali.
- To jest zwykły chleb, nie za co do tego żadnych wątpliwości.
Wówczas pan Turco udał się do Turynu, by odwiedzić ks. Bosko i podziękować mu. Opowiedział o analizie składu pigułek i o wrażeniu, jakie ten wypadek wywołał w okolicy. Ks. Bosko śmiejąc się odpowiedział:
- Tak to był chleb! A trzy "Salve Regina", które pan odmawiał w stanie łaski były jego cudownym dodatkiem.

UZDROWIENIE SZEŚCIU CHŁOPCÓW DOTKNIĘTYCH OSPĄ
W maju 1869 roku ks. Bosko udał się do Lanzo Turyńskiego na uroczystość św. Filipa Nereusza, patrona swego pierwszego zakładu. Zastał tam wszystkich pogrążonych w głębokim smutku, bo siedmiu mieszkańców internatu zapadło na ospę, a to groziło dalszym rozprzestrzenieniem się infekcji.
Na tą wieść ks. Bosko powiedział:
- No tak, święto i ospa nie mogą iść w parze. Idźcie przygotować chorym ubranie, a ja przyjdę ich pobłogosławić.
Na widok ks. Bosko chorzy zaczęli wołać:
- Księże Bosko, księże Bosko! Czy możemy wstać? Niech ksiądz nam udzieli swego błogosławieństwa!
- Czy ufacie Maryi?
- Tak, ufamy!
- A więc wstawajcie!
Ks. Bosko pobłogosławił ich i odszedł. Wszyscy wstali i ubrali się. Potem pobiegli na podwórze wszyscy z wyjątkiem jednego. Baravalle, który wątpiąc w swoje uzdrowienie, dla bezpieczeństwa pozostał w łóżku.
Wieczorem przybył lekarz z wizytą i dowiedziawszy się że chorzy są na podwórku, w wilgotny i zimny wieczór, zaniepokoił się, ganił ich za nieostrożność, zapowiadał, ze będzie to miało fatalne następstwa. Potem wszed? do izby chorych, gdzie znalazł tylko jednego, ostrożnego Baravalle, który pod troskliwą opieką lekarza wyzdrowiał po 20 dniach, podczas gdy tamci, uzdrowieni natychmiast, od 20 dni biegali i śpiewali wesoło.

na górę